poniedziałek - piątek 8-16 sobota 10-14

Dyrektor Muzeum Ziemi Złotowskiej w latach 2016-2026

 

Kiedy dziesięć lat temu obejmowałam stanowisko Dyrektora Muzeum Ziemi Złotowskiej, miałam 29 lat i – co tu dużo mówić – dla większości muzealnego środowiska byłam osobą zupełnie nieznaną. Dzisiaj wiem, że decyzja o powierzeniu mi tej instytucji była dla ówczesnego Burmistrza Miasta Złotowa sporą odwagą. Dlatego chcę zacząć właśnie od podziękowania. Adam Pulit, dziękuję za zaufanie i za szansę, którą wtedy dostałam. Postanowiłam nie brać udziału w konkursie na kolejną kadencję. Kończy się więc bardzo ważny rozdział mojego życia – dziesięć lat, podczas których Muzeum było czymś znacznie więcej niż tylko miejscem pracy.

Kiedy zaczynałam, miałam swoją wizję tego, czym powinno być współczesne muzeum regionalne. Chciałam, żeby było otwarte – na ludzi, ich historie, codzienność, wspomnienia i pomysły. Żeby nie było miejscem, do którego przychodzi się raz na kilka lat przy okazji szkolnej wycieczki, ale miejscem, które naprawdę uczestniczy w życiu miasta. Chciałam, żeby było nie tylko miejscem przechowywania i prezentowania historii, ale także miejscem spotkań, rozmów, edukacji, odkrywania lokalnej tożsamości i wspólnego przeżywania kultury.

Dzisiaj patrzę na Muzeum i widzę drogę, którą przeszliśmy. Przez te lata instytucja rozrosła się z jednego miejsca do pięciu obiektów. Każdy z nich dostał swoją funkcję, swoją historię i swoich odbiorców.Spichlerz, który przez lata pozostawał przede wszystkim ciekawym, ale niewykorzystanym w pełni budynkiem, udało się zaadaptować na potrzeby działalności edukacyjnej i spotkań. Zagroda Krajeńska zyskała uporządkowaną ekspozycję i nową energię – stała się miejscem warsztatów, spotkań i wydarzeń. Kaplica Pamięci otworzyła przede mną zupełnie nowy temat. Wątki militarne, historia miejsca, pamięć o ludziach i wydarzeniach, które nie powinny zostać zapomniane – to wszystko stało się kolejną częścią działalności Muzeum.

A potem pojawiła się Galeria za Winklem. I chyba nie jest tajemnicą, że to miejsce jest mi szczególnie bliskie. To tam mogłam zrealizować swój własny, trochę sentymentalny pomysł na opowiadanie historii Złotowa przez czasy PRL-u. „Złotów w PRL-u” nie miał być wyłącznie wystawą o minionej epoce. Chciałam stworzyć miejsce, w którym jedni przypomną sobie swoją młodość, inni zobaczą świat swoich rodziców i dziadków, a jeszcze inni odkryją, że historia wcale nie musi zaczynać się od wielkich wydarzeń i ważnych nazwisk. Czasem kryje się w meblościance, starym telefonie, sklepie, szkolnej ławce albo przedmiocie, który przez lata leżał gdzieś na strychu. Myślę, że właśnie takie spojrzenie na historię było mi zawsze najbliższe.

Jednym z najważniejszych doświadczeń tych dziesięciu lat była również historia haftu krajeńskiego. To projekt, który z czasem stał się czymś znacznie większym, niż początkowo zakładałam. Razem z kilkoma osobami zaczęliśmy odkrywać, opowiadać i przywracać do świadomości coś, co dla wielu mieszkańców Krajny było wcześniej niemal nieznane. Dzisiaj haft krajeński jest obecny w naszej regionalnej kulturze znacznie mocniej niż kilka lat temu. Wiem, że nie zrobiłam tego sama, ale bardzo się cieszę, że mogłam być jedną z osób, które przyczyniły się do jego odrodzenia.

Były też setki wydarzeń, dziesiątki wystaw, lekcje muzealne, warsztaty, publikacje, spotkania, konferencje, spacery, pikniki historyczne, nowe muzealia, nagrody i wyróżnienia. Były setki wydarzeń. Dziesiątki wystaw. Tysiące spotkań, rozmów i odwiedzających. Ale dziś, po dziesięciu latach, wiem, że najważniejsze nie są liczby. Najważniejsi są ludzie. Żadna z tych rzeczy nie powstałaby bez ludzi. Żaden dyrektor nie tworzy instytucji sam.

Dlatego przede wszystkim chcę podziękować wszystkim pracownikom Muzeum Ziemi Złotowskiej – obecnym i tym, którzy byli jego częścią przez ostatnie dziesięć lat.

Dziękuję za wspólną pracę, pomysły, zaangażowanie i cierpliwość, za gotowość do podejmowania kolejnych wyzwań. Za to, że czasem wierzyliście w moje pomysły od razu, a czasem musiałam Was do nich długo przekonywać. Za wszystkie sytuacje, kiedy trzeba było zrobić coś „na już” i za te momenty, kiedy mogliśmy razem powiedzieć: „udało się”. Były chwile ogromnej satysfakcji. Były nagrody i wyróżnienia. Były momenty, kiedy wspólnie udowadnialiśmy, że nawet niewielka instytucja może realizować ambitne i zauważalne projekty. Były też trudności: pandemia, ograniczenia finansowe, problemy kadrowe, rosnąca liczba obowiązków i kolejne wyzwania. Czasem poczucie, że kiedy coś dobrze działa, natychmiast pojawia się kolejna rzecz, którą trzeba zrobić. Wiele z rzeczy, które dzisiaj można uznać za sukces Muzeum, nie wydarzyłoby się bez Waszej codziennej pracy. Jestem naprawdę dumna z zespołu, który przez te lata stworzyliśmy.

Dziękuję także wszystkim osobom i instytucjom, które były naszymi partnerami: Radzie Muzeum, muzealnikom, artystom, twórcom, regionalistom, naukowcom, nauczycielom, szkołom, organizacjom społecznym, stowarzyszeniom, instytucjom kultury, samorządowcom, pracownikom Urzędu Miejskiego, przedsiębiorcom i mediom. Dziękuję za współpracę, zaufanie, inspiracje i wszystkie wspólnie zrealizowane pomysły.

Szczególne podziękowania kieruję do mieszkańców Złotowa i Ziemi Złotowskiej za obecność, rozmowy, wspomnienia i zaufanie. Za to, że przekazywaliście nam rodzinne pamiątki i historie. Za to, że przychodziliście na nasze wydarzenia. Muzeum regionalne ma sens tylko wtedy, kiedy jest potrzebne ludziom. Mam nadzieję, że przez te lata udało nam się stworzyć miejsce, które choć trochę było także Wasze.

Są jednak osoby, którym muszę podziękować w sposób szczególny. Przez dużą część tych dziesięciu lat byłam samotną mamą. Praca dyrektora nie kończy się po ośmiu godzinach. Są telefony wieczorem, wydarzenia w weekendy, spotkania, wyjazdy i sytuacje, których nie da się przewidzieć. Gdyby nie ogromna pomoc dziadków mojej córki, nie byłabym w stanie poświęcić tej pracy tyle czasu i energii, ile poświęciłam. Dziękuję Wam za pomoc, dyspozycyjność i za to, że przez te lata mogłam być spokojna o najważniejszą osobę w moim życiu. Bez Was moja zawodowa droga wyglądałaby zupełnie inaczej. Dziękuję także wszystkim moim bliskim, którzy przez te lata musieli czasem pogodzić się z tym, że „jeszcze tylko jeden telefon”, „jeszcze tylko to wydarzenie” albo „muszę na chwilę zajrzeć do pracy” nie zawsze oznaczało naprawdę chwilę.

Przez te prawie dziesięć lat poznałam niezwykłą liczbę ludzi. Niektórych spotkałam przy okazji jednego projektu, wystawy czy wydarzenia. Z innymi współpracowałam przez lata. Byli wśród nich artyści, regionaliści, twórcy, pasjonaci historii, ludzie kultury, nauczyciele i osoby, które po prostu robią wokół siebie dobre rzeczy. I bardzo wielu z tych ludzi przestało być z czasem tylko „kontaktami zawodowymi”. Stali się moimi bliższymi znajomymi, a niektórzy po prostu przyjaciółmi. Połączyły nas wspólne wartości, podobne spojrzenie na świat i przekonanie, że warto robić rzeczy, które mają sens. Wspólna pasja do historii, kultury, pięknych przedmiotów, lokalnych opowieści i miejsc, które mają swoją duszę. I to jest coś, czego nie da się wpisać do żadnego sprawozdania ani podsumować liczbą.

Kiedy dzisiaj myślę o tych dziesięciu latach, wiem, że Muzeum dało mi nie tylko doświadczenie zawodowe. Dało mi również ludzi, których być może nigdy nie spotkałabym, gdybym nie podjęła się tej pracy. I za to jestem chyba wdzięczna najbardziej.

Te dziesięć lat nauczyło mnie bardzo dużo.

Nauczyło mnie zarządzać, podejmować decyzje i brać za nie odpowiedzialność. Nauczyło mnie, że nie trzeba mieć od razu wielkiego budżetu i gotowych rozwiązań, żeby zacząć coś zmieniać. Że trzeba mieć pomysł i mieć odwagę coś zmieniać. Że instytucję można rozwijać krok po kroku. Że dobre rzeczy powstają wtedy, kiedy wokół jednej idei udaje się zgromadzić ludzi, którzy chcą działać. I dlatego odchodzę z Muzeum z poczuciem, że zostawiam je w zupełnie innym miejscu, niż było wtedy, kiedy zaczynałam.

Nauczyło mnie też czegoś trudniejszego – że nawet praca, którą się kocha i w którą wkłada się całe serce, ma swoją cenę. I że czasem trzeba umieć powiedzieć: to był dobry i ważny czas, ale teraz pora na coś innego. Praca dyrektora instytucji kultury to nie tylko wystawy, wydarzenia i oficjalne spotkania. To także setki decyzji, problemów do rozwiązania, telefonów, terminów i odpowiedzialności, która często zostaje z człowiekiem również po godzinach pracy.

Dlatego nie wzięłam udziału w konkursie na kolejną kadencję. Nie dlatego, że przestało mi zależeć na Muzeum. Wręcz przeciwnie. Zależy mi na nim na tyle, że chcę odejść w momencie, w którym mogę spojrzeć na te dziesięć lat i powiedzieć: zrobiłam wszystko, co w tamtym czasie umiałam i mogłam zrobić najlepiej. Oczywiście wiele rzeczy zrobiłabym dziś inaczej. Nie wszystkie decyzje były idealne. I nie wszystko, co chciałam zrobić, udało się zrealizować. Ale chyba właśnie tak powinno być. Gdyby po dziesięciu latach nie zostało już nic do zrobienia, oznaczałoby to, że Muzeum przestało mieć przed sobą przyszłość. A ja wierzę, że najlepsze rzeczy mogą być jeszcze przed nim.

Nie traktuję tego jako końca. To jest po prostu koniec bardzo ważnego rozdziału. Zawsze będę związana z historią i kulturą Ziemi Złotowskiej. Zawsze będę z zainteresowaniem patrzyła na to, co dzieje się w Muzeum i kibicowała ludziom, którzy będą tworzyć jego kolejne lata.

Osobie, która obejmuje stanowisko Dyrektora Muzeum Ziemi Złotowskiej, życzę przede wszystkim odwagi. Odwagi do realizowania własnych pomysłów. Mam nadzieję, że będzie miała możliwość rozwijać to, co wspólnie przez lata stworzyliśmy, ale też swobodę, żeby znaleźć dla Muzeum własny kierunek.

Muzeum nie jest własnością jednego dyrektora. Każdy z nas dostaje je tylko na chwilę. Moją chwilą było dziesięć lat. To był bardzo ważny kawałek mojego życia. I będę go pamiętać z ogromną wdzięcznością.

Przede mną nowe wyzwania i nowy etap.

Dzisiaj jednak przede wszystkim chcę powiedzieć jedno: Dziękuję!

Kamila Krzanik-Dworanowska

Dyrektor Muzeum Ziemi Złotowskiej w latach 2016-2026