Bilet normalny – wystawa PRL

5,00 

Opis

Koszt wstępu dla jednej osoby na stałą ekspozycję pt. „Miasto moje a w nim…Złotów w PRL”.

Wystawa mieści się Galerii za Winklem w Złotowie przy ulicy Plac Paderewskiego 13.

Czynne codziennie w godzinach od 10.00 do 17.00

Dzieci w wieku przedszkolnym i młodsze bezpłatnie.

O wystawie:

Wystawa „Moje miasto, a w nim – Złotów w PRLu”

 

W „Galerii za winklem” należącej do Muzeum Ziemi Złotowskiej urządzono wystawę stałą pod wszystko mówiącym tytułem „Moje miasto, a w nim – Złotów w PRLu”. Na ekspozycję wystawy składają eksponaty żywcem wyjęte z czasów, gdy w Polsce panował socjalizm, w latach 1945-1989.  Ta kompozycja mebli, urządzeń rtv i agd, dawnych pieniędzy, towarów, kartek żywnościowych, naczyń daje niesamowitą okazję przeniesienia się wspomnieniami do czasów naszego dzieciństwa, lat nastoletnich, czy też już dorosłości.

Wystawa posiada kilka działów tematycznych. Zwiedzających witają cuda polskiej drobnej motoryzacji – jednoślady typu komar, romet i ogar. Wszystkie oczywiście wciąż na chodzie, zachęcają do spróbowania siodełka i założenia kasków, popularnych orzeszków. Obok niezłomne możnaby rzec rowery – składak i damka typu ukraina. To były rowery na lata! Jeśli kogoś zaciekawią kije hokejowe i łyżwy, to usłyszy wyjaśnienie, że onegdaj, do połowy lat 70-tych klub Sparta Złotów słynął ze świetnej sekcji hokeja na lodzie. Ileż wspomnień! Ze stanowiska jednośladów przechodzimy do punktu lekarsko-pielęgniarskiego. Tu w dawnych, przeszklonych szafach zgromadzono atrybuty pielęgniarki szkolnej lub zakładowej, ale też są przybory szpitalne. Ciekawość budzą szklane kulki, przewodnik objaśni młodszym gościom wystawy, że to bańki, które stawiano niegdyś chorym. Ponoć pomagają, a są przecież do dzisiaj w użyciu, choć w nieco innej formie. Trzeba tylko wierzyć, że pomagają! Dopełnieniem tego działu jest apteczka pierwszej pomocy, z autentycznym, wiekowym już wyposażeniem.

Ciekawość wzbudza kolejna ekspozycja – stara waga z odważnikami, kanistry na benzynę, skrzynka narzędziowa i tzw. farelka, którą dogrzewano pomieszczenia w zimowe dni. W szafce na ubrania znajdziemy atrybuty wojskowe, wszak niegdyś istniała zasadnicza służba wojskowa, którą odbywał niemal każdy, młody mężczyzna. Na szafce pięknie prezentuje się radiomagnetofon firmy Kasprzak na kasety – przedmiot marzeń młodych ludzi sprzed 40 lat. Tuż obok w wiaderku narzędzia malarza pokojowego z wałkami, które szybkimi pociągnięciami zmieniały wystrój ścian mieszkania. Ogromne wrażenie robi potężna szafa na dokumenty, uwaga! z prawdziwymi dokumentami, kiedyś ważnymi, dziś już bez wartości. Chociaż, kto wie co kryją stare akta… Kolejne wspomnienia przywołuje stoliczek turystyczny, z trojakami na obiad i niezbędnikiem – widelcem złączonym z łyżką. Dłuższą chwilę czasu zajmuje wyjaśnienie na czym polegał tzw. syfon na naboje, dziś już zapomniany sposób na wodę gazowaną w każdym domu. Na wózku i stoliku obok piętrzy się zastawa stołowa z sygnaturkami GS i PSS – to instytucje prowadzące dawniej gastronomię. Talerze, talerzyki, sztućce niejednokrotnie znikały z restauracji, by wspomóc domową zastawę. Bywało, że tego typu przedmioty wydawano osobom oddającym makulaturę do skupu. Młodzi ludzie dziwią się gazecie przyczepionej do uchwytu i położonej na stoliku, co dawniej było powszechnym gadżetem w restauracjach, lub w poczekalni u fryzjera. Niesamowite wrażenie, zresztą zasłużenie robi dział wystawy, nazwijmy go – sklepowy. Ocet, herbata, maggi, mąka to główny wystrój półek w peerelowskich sklepach, w co trudno uwierzyć w czasach supermarketów. W okresie stanu wojennego, aby nabyć jakikolwiek towar należało dysponować kartkami. Ekspedientka odcinała stosowny kuponik na mięso, wędliny, nabiał czy cukier, w ograniczonych bardzo ilościach. Za towar płacono pieniędzmi w potężnych nominałach. np. 10 000 tys złotych. Gdy nadeszła denominacja ów kolorowy dziesięciotysięcznik warty był zaledwie 1 zł! Powodzeniem wśród zwiedzających cieszy się także waga sklepowa, maszyna licząca, liczydło. A kto pamięta czerwoną oranżadę z geesowskiej rozlewni? O winie z Winiarni w Lipce już nie wspomnimy. W tle sklepowych eksponatów widzimy zdjęcia z lat 60, 70 i 80-tych, łatwo tam odszukać ważne wydarzenia, znajome twarze.

Ze sklepu wchodzimy na gabinety dyrektorskie, do naczelnika miasta, młodzi ludzie poznają działanie telefonu, telewizora schowanego w szafie, maszyny do pisania. Warta przymierzenia jest czapka milicyjna, czy też nakrycie głowy pracownika stacji benzynowej. Wzrok przyciągają prestiżowe w dawnych czasach medale, odznaczenia, puchary, wazony, sztandary… Osobnym działem wystawy „Złotów w PRLu” jest ładnie urządzone mieszkanie, takie klasyczne M2. Pierwszy pokoik to tzw. półkotapczan, na którym sypiała zapewne młoda osoba, sądząc po dużej liczbie zabawek i przyborów szkolnych. Obok kanapa, stół, telewizor „Alga”, fotele. W drugim pokoju na stoliku leżą taśmy magnetofonowe – szpulowe, kaseta video, projektor do przeźroczy, przepiękny gramofon z radiem. I znów stół, ozdoby z kolorowanego szkła, przeżywające drugą młodość kryształy. W pokoju dominuje komplet mebli „Maciej” wyprodukowany w złotowskiej spółdzielni „Drzewiarz”, brat „Złotowianki”. No i nieśmiertelna zabawka – konik na biegunach! Mieszkanie wieńczy kuchnia z łazienką, gdzie oko cieszą przedmioty powszechnego niegdyś użytku. Żelazka, suszarki, golarki, toaletka, maszyna do szycia. Pralka o ślicznym imieniu Frania z wyżymarką stoi obok kredensu, wypełnionego atrybutami dawnej gospodyni domowej. Na wszystko oko ma wspomniana gospodyni, pani w fartuszku, gotowa do pieczenia ciasta w prodiżu, mielenia mięsa maszynką, krojenia chleba krajalnicą. Podróż w przeszłość kończą ogromne walizki, w których zwiedzający symbolicznie zabiera wielki bagaż wspomnień z wystawy „Złotów w PRLu”…

 

Do zobaczenia w Galerii za Winklem!